Proletariat nowego millenium

 

Sytuacja współczesnego proletariusza wydaje się być beznadziejna. Nie dość, że jest wyciskany jak cytryna przez międzynarodowe korporacje, dzielnie wspierane przez instytucje zaufania publicznego i najwyższe organy państwa, to nierzadko w kręgach katolickich za posługiwanie się pojęciem proletariatu można prędko zostać osądzonym o szerzenie marksizmu lub teologii wyzwolenia. To zaiste wielki sukces ideologów kapitału. Dlatego na wstępie warto przywołać głos rozsądku. W artykule „Kardynał August Hlond w dobie kryzysu systemu” Śląskiego Kuriera WNET Prymas Hlond stwierdza, że:

Proletariat jest wynikiem zastosowania doktryn kapitalizmu liberalnego, który za jedyny cel uważał zysk, nie człowieka. Ten system, wzmocniony trustami, opanował prasę, opinię, nawet wpływy decydujące na politykę i tak przypieczętował los robotników jako niewolników zdanych na łaskę pieniądza.

Podobnie Henryk Kiereś, profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, w wykładzie „Socjalizm czy personalizm” proletariuszy opisuje następująco:

Kapitalizm doprowadził do zwyrodnień cywilizacyjnych. Pojawił się proletariat, warstwa upośledzona społecznie, ponieważ zmieniła się radykalnie struktura społeczna. Wydrenowano wieś, przyszły rzesze ludzkie do miast i jakoś o nich zapomniano. Pojawił się proletariat, od greckiego słowa proles – dziecko upośledzone społecznie, sierota. Czyli ci jako to się dzisiaj mówi wykluczeni.

Parafrazując powyższe wypowiedzi można bez większego zmieszania stwierdzić, że kapitalizm tzw. pierwotny, XIX wieczny, zwany również liberalnym, doprowadził do powstania warstwy upośledzonej społecznie, co jak wiemy z historii w rezultacie doprowadziło do rewolucji, podsyconej przez materialistyczną propaganę marksistów. Komunizm na stosunkowo krótki czas zatriumfował, jednak jako system był gospodarczo bardzo niewydolny i musiał prędzej czy pózniej upaść bądź nabrać pewnych cech gospodarki kapitalistycznej, aby móc rywalizować z amerykańskim imperializmem.

W rezultacie doszło do skompromitowania zarówno pierwotnej formy kapitalizmu jak i komunizmu. Proletariusz nie może być dzisiaj upodlony fizycznie, nie może również wzywać do krwawej rewolucji. Nie pozwala na to ‚dorobek’ historyczny. Niestety, nie oznacza to w żadnym razie rozwiązania problemu – indywidualizm triumfuje dzisiaj ze zdwojoną siłą i równie silnie przejawiają się tendencje kolektywistyczne. Jednak tym razem kapitaliści stosują bardziej wyrafinowane taktyki polegające na ogłupianiu i manipulacji, fałszywej obietnicy szczęścia materialnego. Produktem takie obróbki jest potocznie zwany pro-aborcyjny korposzczur, ubóstwiający własne ciało, bez głębszych relacji intymnych, przynależności do wspólnoty, więzi rodzinnych i z długą listą bankowych zobowiązań.

Tak pojmowany ‚produkt’ kapitalizmu prędzej czy później doznaje rozaczarowania i odczuwa głód więzi, wspólnotowości, bezpieczeństwa i poczucia przynależności. To wszystko odnajduje w dzisiejszej mutacji marksizmu pierwotnego, w swojej istocie również polegającej na buncie wobec wielkiego kapitału. Nowy kolektywizm także nosi sztandar rewolucji, szafując hasłami równości i wolności. Przejawia się w tłumnych manifestacjach ogłupionych i rozczarowanych mas, które przygotowują się na ofiarny rytuał. Czas pokaże jaki będzie finał tego zbiorowego szaleństwa. 

PiS, KNS i katoliccy kapitaliści

Zabawne jest czytać oskarżenia środkowisk konserwatywnych pod adresem PiSu. Tym bardziej tych katolickich, jak dla przykładu czasopisma Polonia Christiana czy osób takich jak Stanisław Michalkiewicz, Jacek Wilk czy Grzegorz Braun.  Co raz słychać obawy – ‚Grozi nam fala socjalizmu’, ‚po wyborach wolny rynek w Polsce przestanie istnieć’. Czy rzeczywiscie jednak PiS, przy całym wsparciu jakie oferuje wielkim bankom oraz korporacjom może być w swojej istocie socjalistyczny?

Odpowiedź brzmi następująco: nie. Czego konserwatyści nie dostrzegają to fakt, że PiS w doskonały sposób uprawia polityczną sofistykę. Posługując się pojęciami takimi jak ‚dobro wspólne’, ‚pomocniczość’, ‚solidarność’, ‚sprawiedliowść społeczna’ partia rządząca odwołuje się nie do socjalizmu, a do Katolickiej Nauki Społecznej. I w obecnym klimacie politycznym to murowana droga do zwycięstwa – środowiska lewicowe mają związane ręce,  ponieważ ich postulaty w niczym nie mogą konkurować z bardziej rozsądną alternatywą, jaką jest w zakresie poszanowania godności człowieka klasyczna koncepcja osoby.

Zaś konserwatyści, promując kapitalizm i oskarżając PiS o powrót do komunizmu, całkowicie pozbawiają się szansy na zdobycie chociaż kilku miejsc w parlamencie. A to z takiego powodu, że przeciętny Kowalski ma po dziurki w nosie bezsilność wobec banksterów i korporacyjnych gigantów. Chociaż nie jest w stanie świadomie wyartykułować strachu wobec wielkiego kapitału, to słysząć hasła namawiające do większej wolności gospodarczej mówi już stanowcze stop.

Niestety problem Kowalskiego polega na tym, że oddając głos na PiS wcale nie przestaje być niewolnikiem. Wręcz przeciwnie, pod fasadą KNSu i jego zdroworozsądkowego podejścia do spraw społecznych kryje się bardzo perfidny układ rządu z korporacjami. Zamiast realizować dobro wspólne obywateli obecny rząd realizuje dobro wielkich instytucji finansowych.

Ale przynajmniej nikt tego w partii rządzącej nie mówi wprost i coż… może jeszcze się zmienią. Tymczasem tzw. prawica niestety często bez większego zmieszania, przy udziale licznych wyzwisk, katolicką naukę nazywa socjalizmem i akceptuje tylko te jej aspekty, które pokrywają się z rynkowym absolutyzmem indywidualizmu.

To bardzo przykry obrazek, który maluje się na naszych oczach. Warto więc skupić dalsze wysiłki na zarówno demaskowaniu politycznej sofistyki w szeregach obecnie sprawujących władzę sprzymierzeńców oligarchów, jaki i na demontażu liberalnej narracji, która marnuje potencjał wielu zdolnych i pełnych zapału tradycyjnych katolików, omamionych powabem nihilistycznego konserwatyzmu. 

 

„Austriacka herezja” w polskim Kościele

W Polsce od kilkunastu lat sporą popularnością wśród młodych ludzi zainteresowanych sprawami gospodarczymi zdobywa Austriacka Szkoła w Ekonomii, której głównym przedstawicielem był Ludwik von Mises. Nie tak dawno miała miejsce premiera w postaci audiobooka jego opus magnum – „Ludzkie Działanie”. 

Dwaj żydowscy intelektualiści – Ludwig von Mises i Murray Rothbard są traktowani niczym przedmiot kultu, a ich rozprawy mają zastępować nauczanie Kościoła w sferze społeczno-ekonomicznej. Dzieje się tak m.in. za sprawą powoływania się Rothbarda na hiszpańskich scholastyków, co może sprawiać wrażenie kontynuacji prac katolickich uczonych. Od nich wywodzi on idee prawa naturalnego, jednak, nie jak w przypadków scholastyków, nadanych przez Boga, tylko „samo ustanowionych”. Prowadzi to w praktyce do absurdalnych, a co ważniejsze, dla katolika nie do zaakceptowania wniosków czyli aprobaty dla handlu dziećmi czy aborcji. Nakazy moralne nie mogą krępować działań fetyszyzowanego „rynku”, a wyborów etycznych nie sposób obiektywnie ocenić.

W Polsce „austriacka herezja” wśród zadeklarowanych katolików jest szerzona głównie za sprawą o. Jacka Gniadka SVD, który zauroczony myślą ekonomiczną Misesa próbuje ją łączyć z nauczaniem Jana Pawła II. Daje to przedziwne efekty w postaci zastosowania leseferyzmu w ewangelizacji oraz próby jednoczenia personalizmu i Katolickiej Nauki Społecznej za skrajnym indywidualizmem reprezentowanym przez agnostyka. Przekłada się to na brak potępienia spekulacji, lichwy czy wyzysku, nie mówiąc już o sprawiedliwych wynagrodzeniach – wszystko w ramach subiektywnego wartościowania. Przeplatanie moralnych przekazów biblijnych przypowieści wraz z dogmatami austriackiej szkoły ma uzasadniać jej wyższość nad dotychczasowym dorobkiem KNS-u w postaci chociażby prac o. Woronieckiego czy Prymasa Wyszyńskiego.

Czas niewolników – recenzja książki

 

Na rynku wydawniczym pojawiła się bardzo ciekawa pozycja książkowa. „Czas niewolników” Józefa Białka to moim zdaniem udana i niestety wciąż bardzo rzadka na nasze czasy próba odkłamania liberalnej narracji gospodarczej, która usprawiedliwia przestępczą działalność instytucji finansowych w naszym kraju.

Autor rozpoczyna od sprawy „frankowiczów”. Słusznie zauważa, że to po stronie bankiera oraz przedstawiciela władzy leży odpowiedzialność za tragedie życiowe tysięcy Polaków. O ile kredytobiorca nigdy nie może zostać zwolniony z używania rozumu, to nie jest on  ekspertem w zakresie działania rynków finansowych. Obdarza zaufaniem odpowiednie instytucje oraz organy władzy państwowej, które w majestacie prawa są zobligowane do realizacji dobra wspólnego obywateli. A udzielanie długeterminowych kredytów w obcej walucie dążeniem do dobra wspólnego na pewno nie jest. Podobnie zresztą jak hipoteczne zadłużanie obywateli w rodzimej walucie. Autor zauważa, że bardzo szybko staliśmy się narodem finansowych niewolników. Przeciętny człowiek, po silnym zastrzyku kredytowej heroiny, szybko zaczyna odczuwać głód, nie wytrzymuje napięcia i nierzadko popełnia samobójstwo. Co też dobitnie wykazują statystki, zaprezentowanie w pierwszym rozdziale.

Następnie autor przechodzi do kontekstu historycznego. Na tle wydarzeń ostatnich stuleci w telegraficznym skrócie opisuje proces przejmowania kontroli przez bankierów w mariażu z instytucjami państwowymi. Stawia tezę, że świat stał się dziś własnością zaledwie kilku korporacji. Trudno się z takim postawieniem sprawy nie zgodzić – kapitalizm jest upaństwowioną lichwą, najwyższą wartością jest kapitał a człowiek sprowadzony jest do zwykłego środka produkcji. To libido dominandi w najczystszej postaci – żądzi najsilniejszy.

Autor podsumowuje obecną sytuację układem sił geopolitycznych i w tym kontekście argumentuje możliwe, realne kierunki działania. Na poziomie jednostki drogą wyjścia z obecnej sytuacji ma być praca u podstaw, mobilizacja społeczna i stopniowe odkłamywanie propagandowego przekazu. I można by powiedzieć, że odnośnie porządku przyrodzonego to bardzo trafne diagnozy, dążenie do zwiększenia suwerenności, przemyślane sojusze strategiczne i rzetelna praca u podstaw to z pewnością sprawy istotne.

Jednak w tej całej układance zabrakło trochę rzeczowego odniesienia do spraw w moim odczuciu bardziej istotnych, mianowicie układu sił władz duchowych i związanych z tym implikacji. Geopolityka i działania banksterów to jedno, władza Kościoła to drugie. Można tutaj trochę odnieść wrażenie, że jeden, święty, powszechny Kościół nie jest znaczącym graczem na arenie krajowej i międzynarodowej! (jak i inne instytucje religijne). I chociaż dzisiaj społeczny wpływ religii został osłabiony, to należy stale podkreślać fakt, że jedyną instytucją, która jest w stanie wyciągnąć ludzkość z  obecnego globalnego, geopolitycznego impasu jest Kościół katolicki. Innej alternatywy nie ma – frakcja protestancka w mariażu z żydowską sama wykopała sobie dołek. Prawosławni są i zawsze byli ‚pod butem cara’. To katolicy są przyszłością świata i trzeba o tym dzisiaj przypominać w każdym wymiarze życia społecznego. Szczególnie dziś praca u podstaw musi odbywać się w pierwszej kolejności w samym Kościele, jego siła jest pierwszym gwarantem roztropnej realizacji dobra wspólnego obywateli.

Czytelników gorąco zachęcam do podjęcia tej rzeczowej, dobrze napisanej lektury, jednocześnie stwierdzając duchowy niedosyt, podobny do tego, o który przyprawia lektura „Wojny o pieniądz”.

„Liberalizm to nie wolność” [recenzja książki]

 

Niedawno na rynku wydawniczym ukazała się nowa książka dr Jakuba Wozinskiego „Liberalizm to nie wolność, czyli libertarianizm dla rozsądnych”, znanego również z takich publikacji jak „Dzieje kapitalizmu” czy „Historia pisana pieniądzem”, które mieliśmy okazję wielokrotnie promować na naszej stronie. Nowa książka skupia się już wyłącznie na wyjaśnianiu aspektów związanych z filozofią polityczną i może być odczytywana jako próba oczyszczenia i reaktywacji myśli libertariańskiej w bardziej zdroworosądkowym i bezpiecznym ideologicznie wydaniu. Dla miłośników tradycji katolickiej pozycja o tyle ciekawa, że pozwala wniknąć wgłąb przeobrażeń tzw. ‚myśli wolnościowej’ w Polsce i zrozumieć jej istotę na rzecz bardziej skutecznego dialogu.

Autor całkiem słusznie rozprawia się z liberalizmem stwierdzając, że zaraz obok marksizmu, oparty jest na fałszywej, oświeceniowej koncepcji wolności polegającej w gruncie rzeczy na dominacji politycznej i finansowej. Dodatkowo trafnie podkreśla, że jest to ideologia na wskroś antykatolicka, u swoich źródeł protestancka. Jest reakcją na tzw. ‚wieki ciemne’ a orężem ideologii liberalizmu jest jej własna wersja gospodarki kapitalistycznej:

„Oba te nurty twierdzą, że z nędzy tej wywiodła ludzkość filozofia oświeceniowa do spółki z liberalnym kapitalizmem” 

W dalszych rozważaniach autor stwierdza jednak, że problem dominacji politycznej i finansowej, rozumianych jako narzędzie kontroli społecznej, może być rozwiązany przez myśl libertariańską, która kładzie silny nacisk na decentralizację władzy politycznej oraz podkreśla niezbędną rolę własności prywatnej w kształtowaniu się procesów społecznych.

O ile z przytoczoną krytyką liberalizmu można się w pewnym zakresie zgodzić, to mimo tego autor nie precyzuje istoty problemu, co w dalszej kolejności musi skutkować błędną reakcją, czyli całkowitym odrzuceniem władzy politycznej, jako źródła zła. Chociaż autor zauważa, że korzenie liberalizmu tkwią w protestantyzmie, to brakuje zarysowania różnicy pomiędzy personalizmem (katolicyzm) a indywidualizmem (protestantyzm), można nawet odnieść wrażenie, że autor pomiędzy tymi dwoma pojęciami stawia znak równości. A przecież tym co wyróżnia personalizm jest jego osobowa relacyjność – w pierwszej kolejności rodziny, a następnie gminy i państwa. Relacyjność taka jest zorganizowana hierarchicznie, zarówno w odniesieniu do władzy jak i własności. Władza państwowa wynika więc z natury człowieka, jest naturalnym dążeniem do osiągnięcia samowystarczalności społeczeństwa, jest nakierowana na realizację dobra wspólnego.

„Pełna w końcu wspólnota, stworzona z większej ilości gmin wiejskich, która niejako już osiągnęła kres wszechstronnej samowystarczalności, jest państwem; powstaje ono dla umożliwienia życia, a istnieje, aby życie było dobre. Każde państwo powstaje zatem na drodze naturalnego rozwoju, podobnie jak i pierwsze wspólnoty. Jest bowiem celem, do którego one zmierzają, natura zaś właśnie jest osiągnięciem celu.” Arystoteles „Polityka”

O ile liberalizm jest jeszcze w swoim indywidualizmie umiarkowany, to libertarianizm jest jego radykalnym przejawem. Sprzeciwia się wszelkiej władzy politycznej lansując ustrój anarchokapitalistyczny – anarchię społeczną opartą na kapitalistycznym modelu gospodarki. Dlatego też trudno zgodzić się z tezą zaproponowaną przez autora, że libertarianizm jest w jakiś sposób rozsądną alternatywą dla patologii liberalizmu. Toć to jak wpaść z deszczu pod rynnę! Dlatego wyrażam żywą nadzieję, że autor jako zdeklarowany katolik w kolejnych swoich publikacjach będzie bardziej bezpośrednio czerpał z dorobku myśli klasycznej.

Trochę niekonwencjonalnie książkę polecam właśnie zwolennikom tradycji katolickiej, którzy do tej pory traktowali libertarianizm lekceważąco lub z przymrużeniem oka. Wśród libertarian znajdują się katolicy, często jednostki wybitne, których oprzytomienie byłoby wielką pomocą w walce z potęgującym się fundamentalizmem politycznym naszych czasów.

Link do książki: http://www.multibook.pl/pl/p/Jakub-Wozinski-Liberalizm-to-nie-wolnosc%2C-czyli-libertarianizm-dla-rozsadnych/10111

autor wpisu: Tomasz Kaszura

Zrozumieć kapitalizm [recenzja książki]

Niedawno zostałem poproszony przez czytelnika o napisanie krótkiej recenzji na temat książki „Zrozumieć kapitalizm” Karola Skorka. Moje refleksje ponizej.

Autor książki już na samym początku słusznie zauważa, że krytykowanie kapitalizmu w tzw. środowiskach wolonościowych jest zwykle odbierane jako akt bluźnierczy. Czytamy: „Są takie świętości i są takie aksjomaty, których nie sposób atakować bez narażenia się na śmieszność oraz krytykę”. Następnie dowiadujemy się, że narodziny kapitalizmu nie były żadną sielanką a pierwsi kapitaliści to często „dorobkiewicze i dranie”. Do tej pory odnoszę więc wrażenie, że jak na wolnorynkowca autor wykazuje dużo dobrej woli, żeby przekonać czytelnika do swojej ostrożności wobec ideologicznej pułapki liberalizmu (bądź liberatarianizmu).

Następnie autor przechodzi jednak do obrony systemu kapitalistycznego stwierdzając, że „nawet feudalizm był ułomną formą kapitalizmu”, „wyzysk istniał również w systemach niekapitalistycznych” oraz „nie tylko kapitaliści cechują się chciwością”. Mamy więc, po uprzedniej krytyce, próbę uzasadnienia niedociągnięć kapitalizmu, wynikających po prostu z natury człowieka, a nie z ułomności tego systemu. Tym samym autor stara się uświadomić czytelnikowi, że kapitalistyczne ‚prawa rynku’ są najbardziej optymalne czy sprawiedliwe. W dalszych rozdziałach skupia się już na strategii radzenia sobie ze wspomnianymi bolączkami rynku.

Autor zauważa, że nie wszystkie zarzuty socjalistów są bezpodstawne, dostrzega więc w małym zakresie problem godności osoby ludzkiej (jak i jego grzesznej natury). Nie uważa jednak, że kapitalizm jest istotą zaistniałych patologii. Raczej zdaje się sugerować, że taka jest natura rynku i rządzące nim prawa czego zmienić się nie da.

Zważając, że autorem jest deklarujący się wolnorynkowiec, zaletą książki jest na pewno próba desakralizacji kapitalizmu. Uznanie kapitalizmu jako systemu niedoskonałego, posiadającego liczne niedociągnięcia to dobry pierwszy krok w stronę trzeźwej debaty na temat istoty problemów gospodarczych, z jakimi przyszło się nam w obecnych czasach borykać.

Przez fakt, że autor wciąż postrzega opisywaną rzeczywistość gospodarczą indywidualistycznie, nie odniósł się należycie do problemu godności człowieka i jego statusu ontycznego w systemie kapitalistycznym (tak jak to poczyniono w np. w encyklikach społecznych), co moim zdaniem uniemożliwiło poprawne umiejscowienie źródła piętrzących się sprzeczności sockapitalistycznej gospodarki. Żywię natomiast gorącą nadzieję, że książka „Zrozumieć kapitalizm” jest dla autora do takich rozważań pierwszym krokiem.

Tajemnice Pieniądza, recenzował: Tomasz Kaszura

 

Kościół a bankowość rezerw cząstkowych

Gdyby Kościół nie stracił decydującego wpływu na życie cywilizacji łacińskiej bankowość rezerw cząstkowych prawdopodobnie nigdy nie miałaby szansy zatriumfować.

Wielu teoretyków cywilizacji przekonuje, że od czasów Reformacji i Oświecenia na kontynencie europejskim wykształciła się zupełnie nowa cywilizacja. Miejsce wcześniejszej, chrześcijańskiej zastąpiła nowa, która przyniosła ze sobą kult człowieka i specyficznie pojętego rozumu. Ten nowy twór najwłaściwiej byłoby określać mianem cywilizacji pieniądza papierowego. Dlaczego właśnie tak?

Przede wszystkim dlatego, że to właśnie kreacja pustego pieniądza przy pomocy sektora bankowego zapewniła nowej, antychrześcijańskiej cywilizacji niespotykany sukces gospodarczy oraz uwiarygodniła ją w oczach mas. Przed nastaniem cywilizacji pieniądza drukowanego cywilizacja chrześcijańska miała w swoich rękach wiele atutów, jak choćby wspaniałą filozofię, architekturę, obietnicę życia wiecznego, czy też oparty na wolności model życia, których zazdrościły Europie inne cywilizacje. Reformacyjno-oświeceniowy zamach stanu zniweczył ten dorobek i nasz krąg kulturowy w dłuższej perspektywie byłby zapewne odrzucił próbę stworzenia nowej cywilizacji, gdyby nie ogromny sukces finansowy i gospodarczy osiągnięty głównie za sprawą powołanego w 1694 roku Banku Anglii. Instytucji tej udało się po raz pierwszy w dziejach ludzkości upowszechnić na całym świecie korzystanie z papierowych biletów bankowych, umożliwiających swobodną kreację pieniądza. Dzięki temu w Anglii doszło do wybuchu rewolucji przemysłowej, która z kolei doprowadziła do ogromnego skoku technologicznego i populacyjnego. Ów ogromny skok, nazywany też Wielką Konwergencją, stał się podstawowym atutem nowej cywilizacji, jej koronnym argumentem na rzecz dalszego trwania. Upadek tradycyjnych wartości na Zachodzie wynika właśnie stąd, że liderzy nowej, antychrześcijańskiej cywilizacji potrafią od dziesięcioleci ukazywać dawną cywilizację łacińską jako mniej doskonałą, bo nie potrafiącą poszczycić się taką masową produkcją dóbr jak współcześnie. Masy nie chcą już, aby Kościół był liderem i podporą cywilizacji, gdyż okres jego największych wpływów pod względem czysto materialnym wydaje się wyjątkowo ubogi w porównaniu do naszej epoki ogromnej podaży wszelkiego rodzaju dóbr i usług.

W średniowiecznej cywilizacji łacińskiej, której resztki są wciąż rozsiane po całym kontynencie europejskim i innych kontynentach, do których dotarli Europejczycy, bankowość rezerw cząstkowych była zjawiskiem marginalnym. Bankierzy udzielający pożyczek bez wiedzy depozytariuszy byli w zasadzie nieobecni. Zgromadzony w kruszcu majątek przetrzymywano na zamkach lub w klasztorach, dzięki czemu pieniądze „nie pracowały”. Pracowały jedynie na lokatach w gminach żydowskich lub u kupców, lecz w tego typu sytuacjach od samego początku było jasne, że powierzający swoje środki akceptuje fakt, że będą one wykorzystywane do różnorakich inwestycji. Bankierzy nie kreowali nowego pieniądza, bo nie mieli władzy bicia monety ani emisji prawnego, papierowego środka płatniczego.

Naczelnym grabarzem cywilizacji łacińskiej był oczywiście Marcin Luter, którego program przewidywał m.in. całkowitą likwidację życia klasztornego. Usunięto w ten sposób jedno z tradycyjnych miejsc składowania środków pieniężnych, tworząc jednocześnie popyt na usługi świeckich bankierów. Zmiana ta dokonała się w kluczowym momencie, ponieważ począwszy od XVI w. w Europie pojawiało się coraz srebra z Ameryki Południowej.

Kolejnym szalenie istotnym elementem, który przyczynił się do uwolnienia fiducjarnego „dżina z butelki” był bezprecedensowy wzrost władzy świeckiej i związana z nią centralizacja władzy. Dopóki cała Europa znajdowała się pod zwierzchnictwem władzy papieskiej, poszczególne państwa nie mogły w pełni rozwinąć skrzydeł. Reformacja przyniosła ze sobą utworzenie kościołów państwowych, które były w pełni podporządkowane władzy świeckiej. Oznaczało to, że chrześcijaństwo przestało pełnić w krajach protestanckich rolę hamulca powstrzymującego ekspansję władzy. Europa przestała być kontynentem małych ojczyzn i stała się areną zmagań wielkich imperiów.

Rozrost terytorialny europejskich państw był jednym z fundamentów bankowości rezerw cząstkowych, ponieważ systemy monetarne (i bankowe) przestały być lokalne i stały się globalne. Liczące w porywach do kilkunastu milionów mieszkańców średniowieczne państwa nie były w stanie dokonywać tak wielkich nadużyć w zakresie monopolu produkcji pieniądza jak późniejsze, liczące nawet kilkaset milionów imperia. W starej, podzielonej politycznie Europie efekt Cantillona (czyli zjawisko polegające na tym, że późniejsi użytkownicy nowo wyprodukowanych pieniędzy tracą kosztem tych, którzy wprowadzają je do użytku) był zawsze ograniczony do niewielkiej liczbowo społeczności. Władca psujący pieniądz bogacił się kosztem ludności, która później zubożała i płaciła przez to niższe podatki. W nowej cywilizacji imperiów kolonialnych użytkownikami europejskich walut stali się ludzie z całego świata, przez co negatywne efekty kreacji pieniądza rozlewały się po całym świecie. To nie przypadek, że Anglicy najchętniej płacili w Indiach swoimi własnymi banknotami…

System bankowości rezerw cząstkowych upowszechnił się w Londynie, w którym od blisko dwóch wieków tamtejsze elity robiły absolutnie wszystko, aby zniszczyć Kościół i jego wpływ na życie cywilizacji europejskiej. Oddziaływanie wiary zostało tam ograniczone do absolutnego minimum za sprawą masowego rabunku mienia kościelnego, wprowadzenia państwowego kościoła czy też krwawych prześladowań katolików dzięki czemu gdy w 1694 roku William Patterson uzyskał od Parlamentu zgodę na powołanie do życia pierwszego banku publicznego posiadającego monopol na działalność bankową w Londynie i okolicach oraz swobodną kreację pieniądza w całym kraju nie było żadnej siły intelektualnej ani religijnej, która byłaby w stanie się temu przeciwstawić.

Ufundowana przez Bank Anglii bankowość rezerw cząstkowych stała się możliwa dzięki potędze politycznej, gospodarczej i wojskowej angielskiego państwa, które było liderem protestanckiej międzynarodówki. Z naszej współczesnej, postreligijnej i zeświecczonej perspektywy konflikt protestanci-katolicy wydaje się dziś mało znaczący, lecz przez kilkaset lat w całej Europie trwała zacięta i krwawa rywalizacja o to, kto zdominuje losy kontynentu. Początkowo przewagę mieli naturalnie katolicy, lecz wojna 30-letnia (1618-1648) znacznie osłabiła ich pozycję. Śmiertelny cios protestanci zadali dopiero przy pomocy Banku Anglii i bankowości rezerw cząstkowych, gdyż od tego czasu uzyskali nad stroną katolicką przewagę finansową.

Do połowy XVII w. najpotężniejszym imperium na świecie było państwo Habsburgów, u szczytu potęgi nie ustępujące zbyt wiele potencjałem ludnościowym i terytorialnym późniejszemu Imperium Brytyjskiemu. Pomimo tego, iż przez blisko dwa wieki górowało nad całą resztą państw militarnie i finansowo (miało dostęp do całego srebra z Peru) nie wykształciło nigdy skrajnie zdegenerowanej bankowości rezerw cząstkowych. Tama pękła dopiero w momencie, gdy swoje własne imperium stworzyli angielscy protestanci. Obawiając się restauracji Stuartów i inwazji Francji wezwali na tron Wilhelma Orańskiego i jego żydowskich bankierów z Amsterdamu, a następnie rzucili wszystko na jedną kartę uruchamiając system masowego finansowego oszustwa przy pomocy papierowych banknotów. Nie sposób zrozumieć genezy upowszechnienia się bankowości rezerw cząstkowych bez tego skrajnie antykatolickiego kontekstu.

Bankowość rezerw cząstkowych zatriumfowała w Anglii, gdyż był to kraj, w którym doszło do co najmniej kilku antykościelnych rewolucji: rewolucji protestanckiej, rewolucji filozoficznej oraz rewolucji majątkowej. Na Wyspach Brytyjskich bardzo wcześnie zatriumfował filozoficzny empiryzm, przez co znikła potężna broń w postaci prawa naturalnego. Czczony dziś jako „ojciec współczesnej ekonomii” Adam Smith nawet nie zająknął się na temat skrajnie niemoralnej polityki Banku Anglii, gdyż przyjmując konwencjonalny charakter zasad etycznych nie widział w tym niczego złego.

Oszustwa bankowości rezerw cząstkowych nie potępili tym bardziej duchowni, którzy od dawna byli już na garnuszku państwa, a nie wiernych. Mieniem Kościoła rozporządzali wówczas członkowie arystokracji, którzy byli mocno zaangażowani w proceder kreacji pustego pieniądza jako akcjonariusze i członkowie rad nadzorczych spółek, które niczym grzyby po deszczu powstawały w ramach następujących po sobie finansowych euforii.

Nie ulega wątpliwości, że Kościół był główną siłą, która przez wieki powstrzymywała upowszechnienie się bankowości rezerw cząstkowych. I właśnie to wyjaśnia dlaczego obecna cywilizacja pieniądza drukowanego tak zawzięcie zwalcza wszystko, co związane z łacińskim dziedzictwem Europy.

autor artykułu: Jakub Wozinski. Publicysta, autor książek, tłumacz.

 

Metale szlachetne – Tomasz Nykiel

Wywiad z Tomaszem Nyklem, ekspertem ds. metali szlachetnych z firmy Kurowski Metals.

linki:

kanał youtube Złota Godzina:
https://www.youtube.com/channel/UCr_wix20uQt-T3tayKxNS5w

fanpage Złota Godzina:
https://www.facebook.com/ZlotaGodzina/

sklep Złota Uncja:
https://zlota-uncja.pl/pl/

strona firmy Kurowski Metals:
https://kurowskimetals.com/pl/