PiS, KNS i katoliccy kapitaliści

Zabawne jest czytać oskarżenia środkowisk konserwatywnych pod adresem PiSu. Tym bardziej tych katolickich, jak dla przykładu czasopisma Polonia Christiana czy osób takich jak Stanisław Michalkiewicz, Jacek Wilk czy Grzegorz Braun.  Co raz słychać obawy – ‚Grozi nam fala socjalizmu’, ‚po wyborach wolny rynek w Polsce przestanie istnieć’. Czy rzeczywiscie jednak PiS, przy całym wsparciu jakie oferuje wielkim bankom oraz korporacjom może być w swojej istocie socjalistyczny?

Odpowiedź brzmi następująco: nie. Czego konserwatyści nie dostrzegają to fakt, że PiS w doskonały sposób uprawia polityczną sofistykę. Posługując się pojęciami takimi jak ‚dobro wspólne’, ‚pomocniczość’, ‚solidarność’, ‚sprawiedliowść społeczna’ partia rządząca odwołuje się nie do socjalizmu, a do Katolickiej Nauki Społecznej. I w obecnym klimacie politycznym to murowana droga do zwycięstwa – środowiska lewicowe mają związane ręce,  ponieważ ich postulaty w niczym nie mogą konkurować z bardziej rozsądną alternatywą, jaką jest w zakresie poszanowania godności człowieka klasyczna koncepcja osoby.

Zaś konserwatyści, promując kapitalizm i oskarżając PiS o powrót do komunizmu, całkowicie pozbawiają się szansy na zdobycie chociaż kilku miejsc w parlamencie. A to z takiego powodu, że przeciętny Kowalski ma po dziurki w nosie bezsilność wobec banksterów i korporacyjnych gigantów. Chociaż nie jest w stanie świadomie wyartykułować strachu wobec wielkiego kapitału, to słysząć hasła namawiające do większej wolności gospodarczej mówi już stanowcze stop.

Niestety problem Kowalskiego polega na tym, że oddając głos na PiS wcale nie przestaje być niewolnikiem. Wręcz przeciwnie, pod fasadą KNSu i jego zdroworozsądkowego podejścia do spraw społecznych kryje się bardzo perfidny układ rządu z korporacjami. Zamiast realizować dobro wspólne obywateli obecny rząd realizuje dobro wielkich instytucji finansowych.

Ale przynajmniej nikt tego w partii rządzącej nie mówi wprost i coż… może jeszcze się zmienią. Tymczasem tzw. prawica niestety często bez większego zmieszania, przy udziale licznych wyzwisk, katolicką naukę nazywa socjalizmem i akceptuje tylko te jej aspekty, które pokrywają się z rynkowym absolutyzmem indywidualizmu.

To bardzo przykry obrazek, który maluje się na naszych oczach. Warto więc skupić dalsze wysiłki na zarówno demaskowaniu politycznej sofistyki w szeregach obecnie sprawujących władzę sprzymierzeńców oligarchów, jaki i na demontażu liberalnej narracji, która marnuje potencjał wielu zdolnych i pełnych zapału tradycyjnych katolików, omamionych powabem nihilistycznego konserwatyzmu. 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *